Parafia

fara ZAPRASZAMY w pierwsze piątki miesiąca na spotkania w Parafii pw. św. Wojciecha w Przasnyszu, ul. Św. Wojciecha 1b. Zaczynamy Adoracją Najświętszego Sakramentu o godz. 17.00, następnie Msza św o godz. 18.00, a potem spotkanie w sali na plebani.
Opiekunem duchowym Ogniska jest ks. prał.dr Andrzej Maciejewski.
Parafia św. Wojciecha >>>
Diecezja płocka >>>

Miesięczne archiwum: Marzec 2016

W dniu 23 kwietnia 2016 roku w godzinach 9-16 w Kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Ostrowskiej we Włocławku odbędą jednodniowe rekolekcje połączone ze świętowaniem pierwszej rocznicy istnienia włocławskiego Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej Sychar. Niewykluczone, że homilię wygłosi dla nas goszczący w tym czasie u księdza Andrzeja kapłan ze słonecznej Italii:)
 Tematem  przewodnim będą słowa Ewangelii  ( Mt 18, 21-22) Obowiązek przebaczenia.
„Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy?
Zapraszamy
Dzień skupienia

„ Jeśli kapłan byłby do głębi przeniknięty wielkością swej służby, wówczas ledwie by żył.

Jeśli tu na ziemi zrozumielibyście dobrze istotę kapłaństwa, wówczas umarlibyście nie z lęku, lecz z miłości.

Kapłan zrozumie sam siebie w pełni dopiero w niebie. Na kapłana przy ołtarzu i przy ambonie powinniśmy patrzeć tak, jakby to był sam Bóg.

Gdybym spotkał kapłana i anioła, najpierw pozdrowiłbym kapłana, potem anioła. Ten ostatni jest przyjacielem Boga, jednak kapłan Go zastępuje”

Św. Jan Maria Vianney

 

W dniu, w którym Chrystus ustanowił Sakrament Kapłaństwa, dziękujemy Bogu za powołanie was do tej świętej służby. Szczególne życzenia kierujemy na ręce opiekuna naszego przasnyskiego ogniska ks. dr Andrzeja Maciejewskiego i krajowego duszpasterza naszej wspólnoty ks. Pawła Dubowika dziękujemy Bogu za to, że zawsze jesteście z nami, za wasz trud i poświęcenie w trosce o nasze zbawienie, dziękujemy za posługę i troskę nad naszym małżeństwami i rodzinami. Dziękujemy Wam, za każdy dzień, kiedy przez Wasze ręce dokonuje się bezkrwawa ofiara odkupienia, za sakramenty, których nam udzielacie, za to , że karmicie nas Ciałem i Słowem Bożym.

   Na każdy dzień Waszej Kapłańskiej drogi życzymy obfitości łask Bożych, darów Ducha św., wytrwałości w naśladowaniu Zbawiciela. Niech Jezus Eucharystyczny, który przychodzi przez Wasze ręce, uświęca Was i nas, abyśmy kiedyś mogli się spotkać w Królestwie naszego Ojca w Niebie.

WTM SYCHAR PRZASNYSZ

 

 

jghjuykykuykykukyu

Oto rozważania, z którymi przeszliśmy Drogę Krzyżową ulicami naszego miasta

Droga Krzyżowa dla małżonków i rodziców

WSTĘP
Dziękuję Ci Jezu, że zaprosiłeś mnie na tę drogę krzyżową. Ciągle żyję w biegu i często brakuje mi nawet chwili by zastanowić się nad sobą samym i swoim życiem. Dzisiaj pragnę przyjrzeć się swojemu małżeństwu i relacjom rodzinnym. Chcę na nie spojrzeć idąc razem z Tobą drogą krzyżową. Wierzę, że to rozważanie pomoże mi zbliżyć się do Ciebie i bardziej kochać ludzi najbliższych memu sercu. Proszę Cię Jezu o łaskę spojrzenia na swoje życie w prawdzie.

I. Jezus na śmierć skazany

Publiczna działalność Jezusa nie była łatwa. Wielokrotnie spotykał się z niezrozumieniem i próbami zamachu na Jego życie. Jednak Jego prawdziwa droga krzyżowa zaczęła się od niesprawiedliwego wyroku. Twoje życie też nie zawsze było usłane różami. Jakiś czas temu zdecydowałeś, że chcesz na zawsze połączyć się z tą drugą osobą. Dziś jesteś już żoną lub mężem. Pamiętasz dzień swojego ślubu? Wtedy na rzecz miłości postanowiłeś zrezygnować z części swojej wolności, by ofiarować się tej drugiej osobie. Byłeś wtedy szczęśliwy z dokonanego wyboru. Czy teraz po kilku, a może kilkunastu latach od tego dnia nie żyjesz tak, jak gdybyś wtedy podpisał na siebie wyrok? Czy nie traktujesz swojego małżeństwa jako początku swojej drogi krzyżowej?

II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Jezus bierze na swoje ramiona ciężki krzyż w imię miłości i odpowiedzialności za los każdego człowieka. Ty wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej wziąłeś odpowiedzialność za żonę, męża i dzieci, które miały się pojawić. To był twój wybór. A czy dzisiaj nie masz może pretensji, że Bóg obarczył cię ciężarem macierzyństwa lub ojcostwa? Czy każdego dnia przyjmujesz ciężar odpowiedzialności za życie swojej rodziny? Miłość to odpowiedzialność. Nie można ich rozdzielić. Czasem może być ciężko, ale kochać to znaczy poświęcać swoje życie dla drugiego człowieka. Ten ciężar miłości będzie lżejszy, jeśli o pomoc w jego udźwignięciu poprosisz samego Jezusa.

III. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Jezus upada na oczach swojej matki i uczniów. Wiele razy w ich obecności czynił cuda, odpuszczał grzechy i przekonywał o tym, że jest Synem Bożym. A teraz On – Wszechmocny Bóg upada i nie wstydzi się tego. Każdy z nas jest człowiekiem słabym. Każdy z nas upada wielokrotnie. Tylko, że my wstydzimy się naszych upadków, nie przyznajemy się do nich. Jak często nie masz odwagi powiedzieć do swojego męża – pomyliłam się? Jak często unosisz się honorem i nie powiesz swojej żonie – miałaś rację? Jak często w obecności twoich dzieci nie chcesz przyznać się do popełnionych błędów? Tymczasem wielkość człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale że ma odwagę się podnieść.

IV. Jezus spotyka Matkę swoją

Spotkanie z Maryją było spotkaniem bez słów. Ich wzajemna więź była tak głęboka, że żadne słowa nie były potrzebne. Wystarczyła wymiana spojrzeń. Jednak aby ludzie mogli porozumieć się bez słów muszą się bardzo dobrze znać. A żeby się poznać trzeba ze sobą rozmawiać. Często w naszych rodzinach rozmawiamy wiele o sprawach codziennych – zakupach, rachunkach, rzeczach które trzeba załatwić. Brakuje jednak rozmów o tym co ta druga osoba czuje, co myśli. Zastanów się czy patrząc na twarz swojego współmałżonka potrafisz odczytać to, co kryje się w jego sercu? Czy potrafisz rozpoznać, kiedy twoje dzieci mają problemy choć mówią, że wszystko jest w porządku? Uczmy się od Maryi i Jezusa budowania właściwych relacji rodzinnych.

V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Często słychać narzekanie ludzi, że całe ich życie to dom i praca. Praca i dom, i tak w kółko. Może chciałbyś po pracy odpocząć, a tu żona mówi, że trzeba jeszcze odkurzyć albo zrobić zakupy. Może chciałabyś mieć wieczorem trochę czasu dla siebie, a tu jeszcze z dziećmi trzeba lekcje odrobić. Czy czujesz się czasem w swojej rodzinie przymuszony do wykonywania codziennych obowiązków, tak jak Cyrenejczyk został zmuszony do dźwigania krzyża Jezusa? A przecież miłość to także służba. O ileż łatwiej będzie ci wykonywać twoje codzienne rodzinne obowiązki jeśli będziesz pamiętać, że „cokolwiek czyniąc jednemu z tych najmniejszych czynisz to także Jezusowi”.

VI. Weronika ociera twarz Jezusowi

Gest Weroniki to taki drobiazg na drodze krzyżowej Jezusa. Ale nasze życie składa się właśnie z milionów drobnych i z pozoru nic nie znaczących gestów, słów i zachowań. W żadnej z Ewangelii nie ma ani słowa o Weronice. A jednak jej gest musiał być bardzo znaczący skoro przechowała go Tradycja. W małżeństwie, w rodzinie też ważne są te drobne gesty. Nie wystarczy, że małżonkowie mówią sobie o swojej miłości tylko z okazji rocznic albo jubileuszy. Żona powinna przypominać mężowi, że jest dla niej ważny. Mąż powinien powtarzać żonie, że ciągle jest dla niego najpiękniejsza. Tak bardzo potrzebne jest, żeby codziennie rozmawiać ze swoimi dziećmi. Tak ważne jest żeby się do siebie uśmiechać. Te drobiazgi są wytchnieniem pośród trudu codziennego życia.

VII. Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Żaden upadek człowieka nie jest tylko jego sprawą. Nie ma prywatnych grzechów. Gdy ja upadam to w pewnym sensie pociągam za sobą swoich najbliższych. Gdy człowiek grzeszy to oddala się od Boga, a w konsekwencji w jego życie wkrada się smutek i trudniej mu panować nad negatywnymi emocjami. Jego sposób zachowania bardzo szybko przenosi się na relacje małżeńskie i rodzinne. Mąż nie ma ochoty rozmawiać z żoną. Żona nie ma cierpliwości do męża. Dzieci, które widzą smutnych rodziców też zaczynają się smucić. Dlatego właśnie w imię odpowiedzialności za swoją rodzinę musisz ciągle na nowo powstawać z kolejnych upadków. Tak jak Jezus.

VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty

To jest stacja przy której Jezus zachęca nas do spojrzenia na siebie, a nie na wszystkich innych wokoło. Może i dzisiaj słuchając tych rozważań pomyślałeś, że ciebie to nie dotyczy. Jest wiele rodzin z problemami, ale w twojej rodzinie nie jest tak źle. Właśnie teraz nadszedł ten moment, żeby dostrzec co możesz poprawić w swojej relacji do najbliższych ci ludzi. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Nie płacz nad rodzinami patologicznymi, nie użalaj się nad dziećmi alkoholików. Teraz zastanów się co możesz zrobić, żeby w twoim domu było więcej miłości i żeby ta miłość promieniowała na wszystkich członków twojej rodziny.

IX. Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

Małżeństwo jest takim sakramentem, który wiąże ludzi na całe życie. Mąż i żona powinni przeżywać wspólnie nie tylko te dobre chwile, ale także i te złe. Upadek człowieka w grzech jest bardzo często próbą małżeńskiej miłości. Są takie grzechy, które bardziej bolą – zdrada, kłamstwo, brak zaufania, chorobliwa zazdrość. Pomimo cierpienia, ta osoba, która została zraniona nie może się wtedy odwrócić od współmałżonka. Skoro małżonkowie są jednym ciałem to znaczy, że te dwie osoby są za siebie nawzajem odpowiedzialne. Czasem człowiek nie potrafi o własnych siłach powstać z grzechu. Wtedy właśnie miłość tej drugiej osoby powinna być siłą dźwigającą z upadku. Jezus dlatego się podniósł, bo miał w sobie tę Miłość.

X. Jezus z szat obnażony

Nie wystarczyło, że Jezus został skatowany. Poza cierpieniem fizycznym zgotowano mu także psychiczne. Jego elementem miało być upokorzenie Jezusa przez odarcie Go z szat. My także doskonale wiemy, że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż ten fizyczny. Jakże często wiedzę tę wykorzystujemy przeciwko osobom nam najbliższym. Małżonkowie doskonale znają swoje upadki i w chwilach nieporozumień tak łatwo wracają do tego, co wydawało się już zapomniane. Żona wypomina mężowi jego pomyłki, a mąż obnaża żonę z jej słabości. I nie tłumacz się, że to pod wpływem emocji i zdenerwowania, bo rana zadana drugiemu człowiekowi pozostaje.

XI. Jezus do krzyża przybity

Nawet nie zdajemy sobie sprawy ileż razy codziennie przybijamy do krzyża Jezusa obecnego w drugim człowieku. Każde kłamstwo, obmowa, złośliwość, kłótnia jest przybiciem Chrystusa do krzyża. Nie mamy czasu dla współmałżonka i dziecka, nie interesujemy się życiem swojej rodziny, odnosimy się do siebie bez należnego szacunku, nie okazujemy sobie wzajemnej życzliwości, nie potrafimy sobie wybaczyć, uchylamy się od prac domowych, niszczymy swoje zdrowie przez nałogi, dajemy zły przykład naszym dzieciom, zaniedbujemy modlitwę, szukamy swoich własnych korzyści. Jakże często wbijamy gwoździe w serce drugiego człowieka, którego przecież kochamy.

XII. Jezus umiera na krzyżu

Krzyż dla chrześcijan jest znakiem miłości. Bo na nim z miłości do człowieka umarł ten, który jest Miłością. Tyle krzyży spotykamy na co dzień. Stoją przy drogach, wiszą w szkołach i w naszych domach. Ale czy spojrzenie na krzyż wywołuje w tobie jakąkolwiek reakcję? Czy krzyż, który wisi u ciebie w domu pomaga ci w budowaniu relacji małżeńskich i rodzinnych? Nawet w najlepszym małżeństwie zdarzają się spory i nieporozumienia. Ciężko jest wtedy pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Jezus przed śmiercią przebaczył wszystkim, mimo że nikt go o to nie prosił. A czy ty patrząc na krzyż potrafisz zdobyć się na gest przebaczenia?

XIII. Jezus z krzyża zdjęty

Matka tuli do siebie martwe ciało swego syna. Mimo że bardzo cierpi i nie rozumie tego co się wydarzyło, to nie złorzeczy na Boga i nie wpada w rozpacz. Słychać czasem, że rodzice muszą pochować swoje dziecko. Często wtedy obrażają się na Boga, bo przecież gdyby był Miłością, to nie dopuszczałby do takich sytuacji. A przecież to nie tak. Żadnego człowieka nawet męża, żony czy dziecka nie możemy kochać bardziej niż Boga. Żaden człowiek nie może stać się naszym całym światem, bo jeśli tak będzie, to po jego śmierci pogrążymy się w rozpaczy. To trudna prawda, ale sam Jezus uczył nas, że pierwszym przykazaniem jest miłość do Boga, a dopiero potem do bliźniego. Stojąc przy tej stacji uczmy się od Maryi tej właściwej hierarchii miłości.

XIV. Jezus do grobu złożony

Ziemskie życie Jezusa zakończyło się. Wiemy, że po trzech dniach zmartwychwstał. Jak zapowiedział Jezus my też zmartwychwstaniemy. I będzie to zmartwychwstanie do życia, albo zmartwychwstanie do potępienia. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której dwoje ludzi ma wspierać się wzajemnie w dążeniu do świętości. Ktoś kiedyś powiedział, że albo i mąż i żona trafią do nieba, albo żadne z nich tam nie trafi. W małżeństwie mąż i żona powinni uświęcać nie tylko siebie, ale także współmałżonka. Jeśli zaufacie Jezusowi to On swoją miłością wypełni wasze braki i słabości, a kiedyś, gdy spotkacie się w tym lepszym świecie to nie będzie już nieporozumień, problemów i różnicy zdań, lecz tylko czysta, wzajemna, bezinteresowna miłość.

ZAKOŃCZENIE

Skończyliśmy rozważanie małżeńskich i rodzicielskich relacji w oparciu o Twoją Chryste drogę krzyżową. W czasie tego nabożeństwa wiele razy była mowa o miłości. Prosimy Cię Jezu, wspomagaj nasze rodziny, aby kwitła w nich miłość która jest cierpliwa i łaskawa, która nie zazdrości i nie szuka poklasku, która nie unosi się pychą ani gniewem, która nie szuka swego i złego nie pamięta. Prosimy Cię o miłość, która wszystko wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje i wszystko przetrzyma. Niech miłość w naszych rodzinach nigdy nie ustanie.

Bez tytułu2

Bez tytułu

Zapraszamy wszystkich członków naszej wspólnoty i sympatyków, a także wszystkim małżonków, pragnących włączyć się razem z nami we wspólną modlitwę na Adorację przy Grobie Pańskim w godzinach 15.00 – 16.00, szczególnie, że jest to Godzina Miłosierdzia.

Zapraszamy

post_grob101

Zapraszamy do wysłuchania konferencji z Rekolekcji Wielkopostnych, które w Kościele Farnym wygłosił ks. Stanisław Staśko, autor wielu książek

Zwycięstwo Miłości – 1998

Jestem, czyli jak to się zaczęło – 2010

Trwajcie w miłosci – 2011

365 dni z Miłosierdziem Bożym – 2010

Jeden mąż i jedna żona, czyli…2013

Pierwsza jest miłość – 2013

Msza święta, czyli czas i przestrzeń Boga i ludzi – 2014

W stronę Bożego Miłosierdzia – 2014

Nagrania konferencji znajdują się na stronie: http://faraprzasnysz.home.pl/autoinstalator/wordpress/?page_id=28DSC_0519-1024x680

Droga Krzyżowa

  1. Droga Krzyżowa śladami św. Stanisława Kostki Przasnysz-Rostkowo

Zapraszamy do uczestnictwa w dniu 11 marca 2016 r. w Drodze Krzyżowej wyruszamy z Kościoła św. Wojciecha o godz.16.00 i zmierzamy do Sanktuarium św. Stanisława Kostki w Rostkowie.

  1. Miejska Droga Krzyżowa wyruszy ulicami naszego miasta 18 marca z Kościoła Farnego do Klasztoru Ojców Pasjonistów. Zapraszamy członków naszego ogniska, dwie ze stacji przygotowuje nasza wspólnota. Wyruszamy o godz.19.15

Zapraszamy.

images

Zapraszamy na kolejne spotkanie WTM Sychar Przasnysz już 1 kwietnia 2016 r.  i to nie jest prima aprilis. Wracamy po przerwie wielkopostnej do wcześniejszego porządku.

17.00 Adoracja Najświętszego Sakramentu w ciszy

17.30 Różaniec w intencji małżeństw przeżywających trudności

18.00 Msza św. w intencji małżeństw naszego ogniska

Po Mszy św. spotkanie w salce na plebani.

Zapraszamy:-)

W marcu rozpoczęliśmy rozważania na temat BAGAŻU 5 – Rezygnuję z negatywnych przekonań!  „Pamiętaj, że Twoje negatywne przekonania ograniczają Ciebie w każdym aspekcie życia. Przekonania kreują Twoją rzeczywistość. Zadbaj o to, by były dobre!” Z uwagi na nowe osoby temat nie został wyczerpany w kwietniu powrócimy do niego, a w nawiązaniu do niego wklejam artykuł ks. Józefa Pierzchalskiego.

Jakbym przegrała życie

Szczęść Boże. Lubię bardzo czytać zapiski Księdza. Bardzo dotknął mnie ten z 14 czerwca, o rozdarciu wewnętrznym, jest odzwierciedleniem stanu mojego ducha, nie radzę sobie z tym, aby pokochać samą siebie i traktuję siebie tak, jakbym chciała ukarać się za wszystkie błędy, jakie popełniłam. Tęsknię za pokojem serca, ale czuję się osaczona, nie umiem wyjść poza krąg złości i gniewu wywołane świadomością swej bezradności, nieudaczności. Jak pokonać ten stan rozdarcia? bo jak narazie nie umiem związać końca z końcem. Mam wrażenie, jakbym przegrała życie, bo rozczarowałam Pana Boga, a moje wnętrze jest jak ogród, który został podeptany. Próbuję wskrzesić w sobie wspomnienia dobrych chwil z Jezusem. Tak bardzo chciałabym znów umieć żyć chwilą obecną, ale moje wysiłki jeszcze bardziej mnie wypalają. Proszę Księdza o poradę, co mam robić? Pozdrawiam serdecznie.

 

Pokochanie siebie, obdarzenie siebie samego troską, wsparciem i uwagą, mogłoby te problemy rozwiązać. Konieczne jest rozpoczęcie drogi poznawania oraz akceptowania siebie samych. Pokochanie siebie, umożliwia radzenie sobie z problemami, jakie napotkasz w życiu.
Jeśli nie kochasz siebie, nie możesz ofiarować miłości innym, ponieważ… nie masz jej w sobie. Gdy oceniasz siebie negatywnie, to stajesz się nieufna, skryta, nieśmiała, nadmiernie na sobie skoncentrowana, wszystko bierzesz do siebie, a z tego, co mówią ci inni, wyciągasz mylne wnioski. Bo to, jaki masz do siebie stosunek i co o sobie myślisz, wpływa na sposób, w jaki traktujesz siebie sama i innych ludzi. Jeżeli odbierasz siebie pozytywnie, to potrafisz poradzić sobie z problemami, mobilizować się do działania, wspierać się w trudnych chwilach i wzbudzać w sobie nadzieje. Jeżeli twój wewnętrzny obraz jest negatywny, pojawia się krzywda, żal, poczucie winy albo niechęć do siebie, życia i świata. Kobiety z powodu niskiej samooceny częściej popadają w stany depresyjne, mówią o swoich porażkach, obwiniają się o wszystko.
Miłość do siebie jest trudna właśnie dlatego, że trzeba pokochać w sobie istotę niedoskonałą, pełną lęków i wad. Przecież każdy z nas doświadcza własnych słabości! Co więcej, każdy w jakimś stopniu krzywdzi samego siebie i czasami sam nie rozumie tego, co się w nim i z nim dzieje. Ma do siebie pretensje i żal o zło, które sobie wyrządził, albo że pozwolił, aby inni go krzywdzili. Ale dopóki nie dogada się sam ze sobą, nie będzie umiał otworzyć się na innych: dać im miłości ani wziąć jej w zamian.
Miłość do samego siebie to szacunek do własnej osoby i pragnienie szeroko pojętego dobra. To samoakceptacja, wiara we własne siły i zdolność radowania się swoim życiem – czyli podstawowe potrzeby każdego człowieka. Dojrzale pokochać siebie to nie to samo, co zaakceptować siebie takim, jakim się jest. Ani nabranie lepszego mniemania o sobie samym.
Jeśli wiesz, że coś ci się w sobie nie podoba, to spróbuj to zmienić. W jaki sposób? Musisz być wobec siebie szczera. Umieć zdobyć się na odwagę i odnaleźć w sobie nie tylko zalety, ale też wady. Gdy poznasz swoje mocne strony, poczujesz się bardziej pewna siebie, silna i radosna, a to z kolei umocni cię w trudnych chwilach, pomoże je przetrwać i zmobilizuje do działania. Ze słabości także możesz uczynić atut. Porażka może zmotywować cię do zmiany dotychczasowego życia. Warto wiec zrobić taki rachunek sumienia, bo… prawda nas wyzwala! Pod warunkiem że przyjmiesz ją z pogodą ducha. Bo prawda bez miłości może zabić. Ktoś, kto pozna prawdę o sobie, ale jej nie zaakceptuje, może łatwo wpaść w stan rozgoryczenia, zniechęcenia, a nawet rozpaczy. A jeśli jest tak bardzo wpatrzony w siebie, że nie chce zauważyć swoich wad, to pobłaża sobie i żyje w błędnym poczuciu samozadowolenia.
Dojrzale kochać siebie to coś trudniejszego, niż być egoistą albo wrogiem własnej osoby. Egoista nie stawia sobie żadnych wymagań, bo i tak jest przekonany, że jest doskonały. Z kolei ten, kto siebie nienawidzi, sądzi, że jest zbyt słaby, żeby coś w życiu osiągnąć. Dlatego człowiek, który chce naprawdę pokochać siebie, powinien bezustannie nad sobą pracować. W jaki sposób? Chwalić siebie. Mieć zaufanie do własnych możliwości. Sprawiać sobie przyjemności – bez poczucia winy. Wybaczać błędy i niepowodzenia. Karmić się dobrymi myślami i dobrym jedzeniem. Dopuszczać do siebie innych, zamiast godzić się na samotność. Patrzeć z sympatią na swoje odbicie w lustrze. Kochać i dbać o swoje ciało. Otaczać się pięknem. Po prostu być dla siebie dobrym.

Dlaczego tak się dzieje, że nie możesz sobie poradzić ze sobą, czując się nieudacznikiem, osobą bezradną w wielu sytuacjach? Może to być sprawa wychowania. Od dzieciństwa wpajano ci, że dobry człowiek nie myśli o sobie, tylko troszczy się o innych. Ale bywa przecież i tak, że dla ciebie wszyscy są ważni, a o ciebie nikt się nigdy nie martwi. A mądry egoista zna swoje potrzeby i wie, jak je zaspokoić. Jeżeli chcesz żyć lepiej, nie staraj się na siłę pomagać całemu światu.
Postawy wobec samego siebie uczymy się od innych, zwłaszcza od rodziców i osób z najbliższego otoczenia. Dzieci przyglądają się dorosłym – co i jak o sobie mówią. W ten sposób budują wzorzec, który rzutuje na ich życie, a później na życie ich dzieci. Jeżeli matka czuje się szczęśliwa, nauczy córkę zdrowego egoizmu. Ale jeśli nie kocha samej siebie, nie będzie potrafiła przekazać jej tej sztukiProblemem może być brak akceptacji. Kiedy dziecko zaczyna komunikować się ze światem, dość szybko dowiaduje się – choć często tylko na nieświadomym poziomie – czy jest akceptowane przez rodziców, czy się im podoba, wreszcie, czy spełnia ich oczekiwania. Jeżeli jest ciągle niedoceniane i krytykowane, to szybko nabiera przekonania, ze niewiele potrafi, jest niewiele warte i nie zasługuje na miłość. W takim myśleniu utwierdza je też brak akceptacji ze strony otoczenia: rówieśników, nauczycieli, przyjaciół oraz bliskich.

Kolejna przyczyną problemów, które przeżywasz, mogło być lub nadal jest porównywanie siebie z innymi. Jeżeli zamiast myśleć samodzielnie, opierasz się na sądach innych, to uzależniasz się od nich i oddajesz własną wartość przypadkowi. Powinnaś raczej uczyć się od innych. I budować dobrą samoocenę w oparciu o miłość swoich bliskich.

Może być i tak, że otoczenie wywiera na ciebie presję. Uzależniasz się od cudzych ocen i wyników, jakie powinnaś – w twoim mniemaniu – osiągać. Chcesz być indywidualna, oryginalna. Kolekcjonujesz sukcesy, żeby móc wzbogacić CV. Ważniejsze staje się to, co myślą o tobie inni, od tego, co ty sama myślisz. Dlatego wszelkie niepowodzenia i porażki są dla ciebie dramatem osobistym i podkopują twoją samoocenę.

Reklamy i kolorowe pisma codziennie bombardują cię wizerunkami młodych, pięknych, szczęśliwych kobiet, które wydają się nie mieć żadnych zmartwień i problemów. Z tego powodu niełatwo jest ci uznać za naturalne drobne kłopoty w domu czy w pracy.

Problemem może być Twoja przeszłość. Być może nie potrafisz pokochać siebie, ponieważ uważasz, że nie zasługujesz na miłość i szczęście. Hodujesz w sobie poczucie winy, żalu. Nie potrafisz wybaczyć ani sobie, ani innym.

Przyczyną minorowego postrzegania siebie samej mogą być życiowe porażki. Jeśli nie osiągasz ważnego dla Ciebie celu, kiedy zachowasz się niekompetentnie, złamiesz zasady własnego kodeksu moralnego, zaczynasz o sobie myśleć źle. Jeżeli zostaniesz skrytykowana, czujesz, że nie jesteś lubiana, akceptowana, kochana, zaczynasz automatycznie szukać w sobie różnych deficytów i ułomności.

Na początku spróbuj uwolnić się od lęku – przed życiem i ludźmi. Odreaguj przykre zdarzenia z przeszłości – pozwól sobie na płacz, rozpacz, mów o tym, co cię boli, nie uciekaj od tego. Pozbądź się poczucia krzywdy lub winy. Wybacz sobie lub innym. Zmień stare nawyki myślowe, zacznij kontrolować to, co myślisz i mówisz na własny temat. Zamiast słów: „powinnam”, „muszę” powiedz: „mogę”, „chcę”, „postanawiam”. Ten zabieg pozwoli ci spojrzeć na życie z całkiem innej perspektywy. Nie zadręczaj się strasznymi scenariuszami, nie oczekuj najgorszego. Jeżeli zacznie cię nawiedzać złe przeczucia, to skieruj myśl na coś miłego coś za czym przepadasz. Podobnie postępuj, kiedy zaczniesz źle myśleć na swój temat. Doceń swoje działanie. Uwolnij się od potrzeby porównywania z innymi.

Daj sobie prawo do błędów, które popełniłaś. Dobrzy ludzie noszą w sobie różne doświadczenie błędów i win. Nie jest Ci potrzebne karanie siebie samej, lecz przebaczenie. Kiedy sobie przebaczysz, powróci pokój serca. Źródłem Twojego niepokoju jest brak pogodzenia się ze sobą. Niepowodzenie się rodzi złość i gniew. Nosisz w sobie przekonanie, że Tobie powinno wiele rzeczy się udać, wyjść, zakończyć sukcesem.

Twoje rozdarcie jest spowodowane również myśleniem, które nie sprawdza się w życiu. Podnosisz poziom wymagań w stosunku do własnego życia, a następnie nie jesteś w stanie ich spełnić. Patrz na to, co jest dla Ciebie możliwe, z Bożą pomocą. Bóg nie stawia przed człowiekiem nierealnych wymagań, które wprowadzają go we frustrację, udrękę i rozpacz. Nie przegrałaś życia, skoro potrafisz stawiać pytania i szukasz odpowiedzi, skoro dokonujesz refleksji nad własną przeszłością.

Nie można Twojej przeszłości uporządkować jedną czy drugą propozycją, którą sformułowałbym w tym liście, a którą byś podjęła. Proponuję wejście w program Ćwiczeń ignacjańskich. Zachęcam do udziału w Rekolekcjach ignacjańskich u Ojców Jezuitów Częstochowie, przy ul Kingi. Przed Tobą cztery tygodnie Ćwiczeń. To jest najlepszy kierunek, jaki znam, duchowej odnowy w Kościele.

 

Ks. Józef Pierzchalski SAC

 

Artykuł pochodzi ze strony: http://pierzchalski.ecclesia.org.pl